DZIEJE VIII LICEUM OGÓLNOKSZTAŁCĄCEGO im. BOLESŁAWA KRZYWOUSTEGO

1. DZIECKO PRL

Jak możliwie krótko opisać 45 lat istnienia szkoły? Można to prawie półwiecze przekazać w formie dat, liczb, konkretnych faktów. Resztę - czyli ich kontekst - pozostawić czytającym. Ale przecież dorasta kolejne pokolenie, które nie potrafi stworzyć tej, nieodzownej dla zrozumienia klimatu "Ósemki", otoczki. Tak więc byłym uczniom VIII LO, absolwentom lat 60-tych, 70-tych i 80-tych dla wspomnień i wyjaśnień pewnych niezrozumiałych dla nich faktów oraz uczniom obecnym - dla poznania dziejów "budy", do której uczęszczają tę "kronikę" przekazuję. Kierując się regułami gatunku (kronika!) staram się zachować obiektywizm w relacjonowaniu pewnych zdarzeń. Czy jest to w pełni możliwe - okaże się. w pewnym sensie VIII LO było szkołą, jak inne. Dzieckiem PRL. I tak...7 września 1948 r. "Ósemka" rozpoczęła swoje życie w budynku przy u1. Trzebnickiej 42 uroczystymi przemówieniami, a następnie - pochodem ulicami Wrocławia (taki to był ówczesny obyczaj). Potem istniała jako szkoła 11 -letnia, by z czasem - obok klas VIII-XI - pojawiły się klasy 1 LO. Jak w innych - obowiązywały. 6-dniowy tydzień nauki, rozliczne akademie "ku czci", tzw. "prace społeczne" polegające m.in. na wykopkach (w r. szk.1973/74 każdy uczeń był zobowiązany do przepracowania 32 godzin, Od następnego - 64 godzin w wymiarze rocznym).Pewnego majowego dnia (a był to już rok 1980...) na nagłe telefoniczne wezwanie dyrekcji Zakładów Mleczarskich przy u1. Żmigrodzkiej - dwie klasy przerwały lekcje i do późnego popołudnia usuwały niesamowity brud w halach produkcyjnych ww. Zakładów. 1 - jak w całym kraju - zgodnie z regulaminem uczniowskim - obowiązywał jednolity strój: mundurki, berety, tarcze (te ostatnie - przyszyte w określonym miejscu na rękawie, nie - przypięte agrafkami). Szkoła była granatowa: młodzieńcy paradowali w garniturach, dziewczęta w garsonkach lub fartuchach z satyny. (Kiedy po raz pierwszy zawitała do nas młodzież z Francji, zdumieni opiekunowie pytali, czy jesteśmy szkołą zakonną!) Gdy decyzją ministra oświaty przestał obowiązywać krój i kolor stroju uczniowskiego, nastały lata ferii barw i wymyślnych ubiorów codziennych. Po nich szkoła nagle "zniebieściała". Uczniowie (zgodnie z ówczesną modą) "wskoczyli" w komplety dżinsowe i znów, tym razem bez nakazów, sami się umundurowali. Potem znów "zakwitli" różnokolorowo. Tylko kilka dni - 1982 roku - ujednoliciły obraz klas. Dnia 13 stycznia i następne ,,13-tki" "zaczerniły" zwłaszcza klasy wyższe. Komisarz wojskowy, pilnujący porządku szkoły w stanie wojennym, uznał - i słusznie - tę czerń za prowokację; my mogliśmy ją tylko skwitować słowami: "No, nareszcie wyglądacie porządnie, jak uczniowie". Jak z powyższych zdań wynika - byliśmy szkołą typową. Przychodziły i opuszczały jej mury kolejne roczniki uczniów, przychodzili i opuszczali ją kolejni nauczyciele. Byli jednak i tacy, którzy na stałe związali swoje zawodowe życie z VIII LO.

Należą do nich :

 

Mieczysław Trznadel - nauczyciel historii w latach 1952 - 1993

Sylwester Zarzycki - historyk, pracował od 1965 r.

Elżbieta Pietraszko - polonistka, od 1966 r.

 

 

Długoletnimi pracownikami szkoły, współtworzącymi jej tradycję, byli obecnie nauczający w innych szkołach lub przebywający na emeryturze.

 

Maria Wrzyszcz - nauczycielka języka polskiego (24 lata pracy)

Maria Dobrowolska - nauczycielka biologii

Zofia Kulmatycka - nauczycielka języka francuskiego

Jadwiga Lisiewska - nauczycielka matematyki

Jadwiga Dudziak - nauczycielka fizyki

Edmund Litak - nauczyciel chemii

Henryk Witkowski - nauczyciel języka rosyjskiego

Adam Dutkiewicz - nauczyciel wychowania fizycznego

Felicja Szczot - nauczycielka języka angielskiego

 

oraz nieżyjący już:

 

Emilia Dasiewicz - nauczycielka języka rosyjskiego

Wacława Konopka - nauczycielka języka polskiego

Janina Sereda - nauczycielka języka łacińskiego

Władysław Kwiatkowski - nauczyciel geografii

Czesław Białowąs - nauczyciel języka polskiego, długoletni v-dyrektor

Lech Kulesza - nauczyciel chemii, również długoletni v-dyrektor

 

Piętnaście - i więcej - lat kształtowali też oblicze szkoły:

Danuta Czabańska - nauczycielka wychowania fizycznego

Janina Stasiak - nauczycielka wychowania fizycznego

Zbigniew Rogus - nauczyciel fizyki

Franciszek Petri - nauczyciel historii, długoletni naczelny dyrektor

Funkcję łączników "między dawnymi i nowymi laty", czyli między dawną i dzisiejszą "Ósemką", pełnią:

Stanisława Żurakowska - v-dyrektorka, żyjąca szkołą i dla szkoły, konsekwentnie walcząca o jej trwanie i image, romanistka

Jadwiga Markowska - nauczycielka języka francuskiego

Bożena Szopf - nauczycielka języka rosyjskiego

 

 

oraz "dinozaury", czyli:

 

Elżbieta Pietraszko

Sylwester Zarzycki.

Tradycję i ciągłość szkoły, ulegającej pewnym przemianom, zapewniała - do późnych lat 70-tych - para woźnych, pp. Martynowiczów. On, przedwojenny woźny liceum we Lwowie, był jednocześnie konserwatorem, palaczem c.o. i wychowawcą młodzieży... A jego żona, sprzątaczka, pełniła funkcję szkolnej "matki". uspokajała, poiła herbatą, leczyła proszkami ból głowy, zszywała pęknięte spodnie itp.

 

 

VIII LO w swej historii miało kilkunastu dyrektorów. Stanowisko to zajmowali kolejno:

 

Dyrektorzy Okres kierowania

  1. Stanisława Bursowa 1.09.1948 - 28.04.1949
  2. Maksymilian Dul 28.04.1949 - 1.04.1950
  3. Mendel Intner 1.04.1950 - 1.09.1950
  4. Kazimierz Bełz 1.09.1950 - 1.09.1953
  5. Franciszek Petri 1.09.1953 - 26.06.1971
  6. Henryk Witkowski 30.08.1971 - 26.06.1975
  7. Józef Szopf 30.08.1975 - 1.09.1978
  8. Sławomir Myszczyński 30.08.1978 - 31.08.1986 - dyrektor Zespolu

9. Maria Maciejewska 30.08.1978 - 29.08.1983 - v-dyr.Zespolu ds.VIII LO

10. Stanisława Żurakowska 29.08.1983 - do dziś - v-dyr. Zespołu ds. VIII LO

11. Tadeusz Król 1 .09.1986 - 31 .08.1990 - dyrektor Zespołu

12. Krzysztof Sługocki 5.11.1990 - 31.08.1991

13. Maria Perkal 31.08.1991 - do 1997

 

 

 

W ciągu 45 lat swego istnienia VIII LO przeżywało, podobnie jak inne szkoły, swoje wzloty i upadki, okresy "tłuste" i "chude" - i to nie tylko ze względu na wiedzę wynoszoną z murów szkoły przez jej absolwentów. Miernikiem może być również ilość oddziałów i uczniów. Ilustrujące - wyrywkowo - poniższe dane:.

- w r. szk. 1948/49 szkoła liczyła 6 oddział6w i 181 uczniów, w tym w klasach licealnych - 92 .

- w r. szk. 1965/67 - 37 oddziałów i 1330 uczniów, licealistów - 420 .

- w r. szk. 1973/74 - w 30 oddziałach uczyło się 964 uczniów Liceum .

- w r. szk. 1977/78 - również w 30 - 793..

- w r. szk. 1983/84 - zatoczywszy "koło" - VIII LO powróciło prawie do stanu liczbowego w momencie swych narodzin: 8 oddziałów, 238 uczniów (w tym przyjętych do dwóch klas 1 - 60). . - Obecnie (rok szk. 1993/94) w 23 oddziałach uczy się 650 osób.

 

Nie tylko jednak dane liczbowe odróżniają nieco (?) VIII LO 0d pozostałych liceów wrocławskich. Na świadectwach dojrzałości naszych absolwentów figurują bowiem rozmaite pieczęcie:.

- do r. 1950 - "Og61nokształcąca szkoła TPD stopnia podstawowego i licealnego" .

- w latach 1950 - 1953 - ,,1 Szkoła Og61nokształcąca TPD we Wrocławiu" .

- od 21 czerwca 1953 - "Szkoła Podstawowa i VIII Liceum Ogólnokształcące TPD" .

- od r. 1956 (po włączeniu szkół TPD do sieci szkół państwowych) - "Szkoła podstawowa i Liceum Ogólnokształcące nr 8 we Wrocławiu" .

- od 5 lutego 1960 r. - "Szkoła podstawowa i VIII Liceum Ogólnokształcące im. Bolesława Krzywoustego" (dodajmy, że propozycja RP o wyborze na patrona szkoły Jana Kasprowicza, studiującego we Wrocławiu w latach 80-tych ubiegłego wieku, została odrzucona przez Kuratorium, które zasugerowało postać bliżej związaną - historycznie - z dzielnicą Psie Pole).

 

W związku z reformą Szkolnictwa w późnych latach 60-tych (zlikwidowanie szk6ł XI-klasowych i podział na 8-klasowe podstawowe oraz 4-klasowe licea) - z pieczęci znikło określenie "podstawowa".

- od 1 września 1978 r. pieczęć głosiła: "Zespół Szkół Pedagogicznych i Ogólnokształcących we Wrocławiu",

Zmiany nazw do l 960 r. były w pewnej mierze "typowe" dla szkół w PRL.

Zmiany w latach 70-tych zdarzały się niezmiernie rzadko. Czas więc na "rozdział" odrębny, próbę odpowiedzi na pytanie o genezę zarówno przemian nazw naszej szkoły, jak i nagłego spadku ilości uczniów. Ten "rozdział" - z perspektywy czasu - jawi się jako niemal groteskowy, ale w tamtych latach wydarzenia, w dużym stopniu zatajane przed młodzieżą, kosztowały nas, nauczycieli, bardzo dużo...

 

 

 

2. Droga od VIII LO do Zespołu Szkół Pedagogicznych i Ogólnokształcących

 

Lata 1971 - 1975, czyli "pradzieje"

 

Po przejściu na emeryturę wieloletniego dyrektora szkoły, p. Franciszka Petriego, w 1971 r. nastąpiła "walka o władzę". Zwycięzcą okazał się msycysta, p. Henryk Witkowski. 1 tak to się zaczęło. Jesienią 1974 r., w trakcie kapitalnego remontu budynku przy u1. Trzebnickiej, gdy lekcjom towarzyszył huk młota pneumatycznego, a na korytarzach leżały stosy gruzu, nastąpiła, nie planowana wcześniej w Kuratorium, frontalna wizytacja szkoły. Została ona podsumowana w czasie posiedzenia Rady Pedagogicznej w grudniu tegoż roku. Protokół powizytacyjny, odczytany w czasie narady, zawierał imienne pochwały, uwagi i zarzuty oraz zalecenia - czyli był normalny. Czytający 90 inspektor oświaty dzielnicy Psie Pole oświadczył, iż dokument ten, przepisany na czysto, zostanie przekazany szkole w ciągu 2 tygodni, w związku z czym najzupełniej zbędne jest notowanie tych spostrzeżeń wizytatorów przez protokolantkę. Protokół przesłany nie po 2 tygodniach, lecz po 3 miesiącach i przeczytany (przez dyrektora szkoły) na kolejnym posiedzeniu RR (10 marca 1985 r.) wywołał szok i oburzenie nauczycieli. Fakty zostały przekręcone 0 180°. Używając eufemizmów stwierdziliśmy, iż rzeczywistość nie pokrywa się z treścią protokołu grudniowego ani z przebiegiem ostatniego spotkania z władzami oświatowymi. Krótko mówiąc - protokół został sfałszowany. (Znalazł się w nim jednak jeden akcent humorystyczny. zarzut braku dekoracji korytarzy szkolnych w czasie remontu!).Nie dysponowaliśmy naszym protokołem, jedynym dokumentem powizytacyjnym był więc ów "rzeczowy" dokument podpisany przez inspektora oświaty dzielnicy Psie Pole, p. Solnicę. Dwie nauczycielki udały się do siedziby lokalnych władz oświatowych, aby uzyskać wyjaśnienie i sprostowanie. Pani podinspektor, Z. Dobrzańska, przyjęła je serdecznie. Rzeczowy dialog szybko przeszedł jednak w monolog. Kolejne pytania nauczycielek i - jako odpowiedź - milczenie. Po kilku minutach zdumione "wysłanniczki" usłyszały szloch i powtarzaną kilkakrotnie wypowiedź "tak mi kazano". Kto? kiedy? - mogły się tylko domyślać. Zaskoczone nauczycielki poprosiły o "pomoc" głównego inspektora. Pan ten, spytany wprost o powód sfałszowania protokołu, oświadczył, że podpisał go nie znając dokładnie treści (?!). Zmuszony do przeczytania dokumentu, pod którym figurował jego podpis, przyznał, że - istotnie - tekst ten zdecydowanie dyskwalifikuje szkołę i może stać się argumentem na rzecz jej rozwijania. Pani podinspektor łykała środki uspokajające i tylko powtarzała "tak mi kazano".

 

pytanie: kto ukrywał się za bezosobową formą "kazano"? Do dziś - nie wiadomo. Jeden człowiek? władze oświatowe wyższego szczebla? wszechwładna Partia? Cofamy się o kilka miesięcy. Sekretarz POP (podstawowej organizacji partyjnej), zarazem nauczyciel i dyrektor administracyjny szkoły (3 funkcje! - pytano o nie nb. uczniów w czasie konkursów wiedzy o szkole...) zmuszony został - na skutek kontroli - do rezygnacji z funkcji trzeciej. Późną wiosną miał objąć stanowisko dyrektora w innej szkole. W celu przekazania mienia "Ósemki" powołano, spośród nauczycieli, Komisję Inwentaryzacyjną. Działała w pośpiechu, istotnie - niezbyt rozważnie. Zbyt ufała po prostu wieloletniemu, bardzo życzliwemu koledze, w dodatku 1 sekretarzowi PZPR. Potwierdziła ilościową zgodność (namiotów, dresów itp., znajdujących się w magazynie wf) z wykazem nauczyciela przekazującego rzeczy. Podpisała. Gdy zażądała - na drugi dzień - Księgi Inwentarzowej, zrozumiała swój błąd. Ilość zgadzała się, ale jakość, pochodzenie, a co za tym idzie - cena zdecydowanie nie! Wezwany ponownie do szkoły jej b. nauczyciel oświadczył podniesionym tonem, iż nie odpowiada za "cudowną przemianę" w ciągu jednej nocy nowych, cennych rzeczy - na stare...Do końca roku szkolnego 1973/74 w szkole gościła milicja. Opiekunowie gabinetów , wzywani do dyrekcji na "przesłuchania", ze zdumieniem dowiadywali się, iż mieli w swoich salach telewizory, adaptery itp., które figurowały w Książce Inwentarzowej szkoły. We wrześniu 1974 r. członkowie Komisji Inwentaryzacyjnej otrzymali od dzielnicowych władz oświatowych pisemne nagany za "nie wywiązywanie się ze swoich obowiązków". Nagany te zostały po kilku dniach anulowane. Normalnej atmosferze, nieodzownej do pracy, nie sprzyjała konfliktowa sytuacja, której efektem była częsta obecność MO w szkole i rozmowy prowadzone z nauczycielami również w Komendzie MO oraz w prokuraturze jeszcze jesienią 1 974 r. Ten epizod zaowocował klęskę : w 1975 r. - jedyny raz w dziejach VII 1 LO - 43% maturzystów nie zdało egzaminu dojrzałości!

Co się wydarzyło 30 grudnia 1977 roku?

 

W przeddzień Sylwestra wysoki urzędnik Kuratorium, uczestniczący w posiedzeniu Rady Pedagogicznej, złożył nam "serdeczne życzenia noworoczne". Tym ~kończył swoje wystąpienie.

A było ono niebanalne. Zawierało bowiem propozycję "reorganizacji" szkoły, tj. przeniesienia większości oddziałów do budynku X LO, a połączenia klas pozostałych ze Studium Wychowania Przedszkolnego na terenie naszej szkoły. To, wg władz oświatowych, tylko zamiar. Jeśli zamiar, to można nie dopuścić do jego realizacji. Uczniowie VIII LO codziennie pytali, czy nadeszła odpowiedź od 1 sekretarza KC PZPR, od ministra oświaty - na ich i nasze pisemne protesty. Oczywiście i tow. Gierek i minister - milczeli.

 

Kolejne nadzwyczajne posiedzenie RR odbyło się przed Świętami Wielkanocnymi w 1978 r. Miało ono przebieg dramatyczny. Kurator, p. M. Pulit, walił pięścią w stół i powołując się na ongiś sfałszowany protokół krzyczał, że ,jego szkoły" muszą prezentować wysoki poziom. Naczelnik wydziału szkolnictwa ogólnokształcącego siedział ze spuszczoną głową. Towarzysz A. Gil z KW PZPR uzasadniał decyzję troską o dobre warunki pracy dla kształconych w SWP nauczycieli. Nie obyło się i bez oryginalnych odpowiedzi p. kuratora. "Małżeństwo i po 20 latach bierze rozwód" - oświadczył nauczycielce, która płacząc powiedziała, że tej właśnie szkole poświęciła wiele lat; innej koleżance, która - zgodnie z wytycznymi Kuratorium sprzed kilku miesięcy (!) wykorzystała bardzo dużą, jak na owe czasy, sumę na zorganizowanie wzorcowego gabinetu biologii, ripostował: "Polska Ludowa jest bardzo bogata, stać ją i na większe sumy". Siedzieliśmy ogłuszeni, postawieni przed faktem dokonanym. Decyzję, podjętą bez jakichkolwiek konsultacji z zainteresowanymi oraz sposób zakomunikowania jej (nb. już na wcześniejszym zebraniu RP jedna z zasłużonych w szkole nauczycielek otrzymała "propozycję" szukania sobie pracy w jakiejś szkole podstawowej lub pójścia do przytułku) uznaliśmy za wyjątkowo krzywdzącą i określiliśmy - głośno - "ciosem wymierzonym zza węgla". Przewodnicząca ZNP, p. G. Materkowa coś nerwowo pisała na kartce. Wręczyła ją następnie p. kuratorowi i opuściła salę. To był gest honoru i rozpaczy - natychmiastowa rezygnacja z pracy w szkole. Nikt nie zaproponował jej choćby pozostania do matury (polonistka, uczyła w klasach 1V), przecież tzw. dobro ucznia naprawdę nie interesowało władz oświatowych i partyjnych...Wkrótce po tym dyrektor X LO wybrał sobie - za zgodą władz - nauczycieli, którzy mieli kontynuować pracę z młodzieżą przeniesioną do tej szkoły ( 19 oddziałów 0 profilu biologiczno-chemicznym i z językiem angielskim). Część pedagogów musiała szukać nowego miejsca pracy, nieliczna grupa pozostała na Trzebnickiej (wraz z klasami francuskojęzycznymi).Dnia 1 września 1978 r. zniknęło z mapy oświatowej Wrocławia VIII LO i narodził się dziwny stwór o nazwie "Zespół Szkół Pedagogicznych i Ogólnokształcących" .

 

3. Jesteśmy częścią Zespołu

 

Czy VIII LO w ogóle istnieje?

 

- Zniknęliśmy z mapy oświatowej, nie istniejemy również w świadomości licznych wrocławian. Potwierdza ów "niebyt" książka telefoniczna: można w niej znaleźć "Zespół Szkół...", można i "Studium Nauczycielskie". Kropka. W wykazie liceów - po VII jest lX.

 

- Zgłoszenie uczniów do konkursu wiedzy o teatrze budzi zdumienie "Przecież ~~Ósemki(( już nie ma" - mówi. organizatorka "Klubu 121 2", p. A. Hannowa. "Jak to - nie ma? przyniosłam listę teatromanów" - dziwię się. "Nie ma, tak powiedział na spotkaniu kurator Pulit". "Skoro nie istniejemy, to istotnie trudno zgłaszać kogokolwiek..." .- "Gdzie teraz pracujesz? - pytają znajomi. W "Ósemce" - odpowiadam zgodnie z prawdą (?). - "Przecież ta szkoła już nie działa" - słyszę. \pard - Dnia 1 maja, rok 1979, pochód. Już bez naszego sztandaru, jesteśmy wszak "Zespołem". Nagle naczelny dyrektor wyrywa coś z rąk kilku maturzystek. Drze na drobne kawałki. Łamie patyki. Podniesionym głosem oświadcza: "Nie ma, nie ma i nie będzie już VIII LO!".(Wyjaśnienie: kilka dziewcząt trzymało w rękach kartonowe "tabliczki" z numerem szkoły...).W miejsce oficjalnie głoszonej integracji dwóch szkół nastąpiło, jak widać, formalne wchłonięcie resztek V 111 LO przez Studium. 1 nie tylko formalne. Stanowiliśmy - zarówno nauczyciele, jak i uczniowie, niewielką ilościowo grupkę w stosunku do liczby słuchaczek i pracowników szkoły pomaturalnej. Jeszcze kontynuowaliśmy ,,1okalne" tradycje typu Liga Klas, konkurs piosenki i recytacji francuskiej, studniówka. Akademie okolicznościowe były już wspólne. Wspólne również - w celu "integracji" - posiedzenia Rady Pedagogicznej, nb. w jednakowym stopniu nużące oba grona, mało zainteresowane dokonaniami "współtowarzyszy" Zespołu. Integracja, a raczej współlokatorstwo, obok wad (uczennice wykorzystywały ówczesną sytuację włączając się w czasie przerw w grupy legalnie palących słuchaczek; przeciw korytarzom zamienionym na palarnię protestowali rodzice naszych wychowanków i popielnice przeniesiono na półpiętra) miała i swoje zalety. Zawiązały się bardzo bliskie, czasem wręcz przyjacielskie kontakty interpersonalne pedagogów 0bu szkół, nie istniały wyraźne animozje. Połączone "siły" LO (scenariusz i recytacje) oraz SN (chór i akompaniament muzyczny) zabrzmiały wzruszającym akordem 11 listopada 1978 roku. Po raz pierwszy (!) w PRL "przypomniano" sobie, że Polska odrodziła się po zaborach nie w roku 1944 (w co część uczniów szczerze wierzyła...), lecz przed 60 laty, w1918r.Tu wspomnę brzmiącą dziś anegdotycznie, lecz autentyczną rozmowę, nieźle ilustrującą ówczesne nakazy i zakazy. Oraz - lęki. Scenariusz akademii został ocenzurowany przez dyrekcję, która zakwestionowała dwa jego elementy. Po pierwsze - finał ,,1egionowy", a nie współczesny, po drugie - tu cytuję: "za często pada słowo: Bóg, należy to wyeliminować". Chodziło o takie teksty, jak np. cytat z "Pana Tadeusza" ("Bóg jest z Napoleonem, Napoleon z nami") czy refren "Roty". Na uwagę, iż są to dawne teksty, padła odpowiedź "To nie ma znaczenia. Zmniejszyć ilość Boga". Przysłuchująca się próbie generalnej (tuż przed uroczystością) 1 sekretarz POP oburzona i autentycznie wzburzona opuściła aulę...

Niczego nie zmieniliśmy. Była to jedyna w latach 70-tych akademia przebiegająca w pełnej ciszy, przy szczelnie wypełnionej sali. Jej fragmenty zostały powtórzone dla rodziców. To był prawdziwy "cud integracyjny", naczelny dyrektor Zespołu i liczni słuchacze - nie kryli łez wzruszenia.

 

Polityka wkracza do szkoły

 

Szkoła nie jest izolowaną wyspą, choć tak bardzo pragnęli tego - oczywiście tylko w pewnych momentach - ludzie sterujący oświatą. Gdy w 1968 r., po wydarzeniach marcowych i strajku studentów, wprowadzono punkty preferencyjne dla dzieci robotników i chłopów, najlepsza uczennica mojej klasy płacząc krzyknęła: "Postawę i wiedzę zawdzięczam moim rodzicom i sobie, a nic temu, że mój ojciec jest robotnikiem; nie będę korzystać z żadnych przywilejów, to po prostu skandal!". (Rzecz jasne, że nie było to zjawiskiem powszechnym).W grudniu 1970 r. młodzież rozmawiała 0 Wybrzeżu potwierdzając tym, iż słucha konsekwentnie zagłuszanej radiostacji WE. Pod koniec lat 70-tych odbywał u nas praktykę studencką student fW11o1ogii polskiej, p. L. Budrewicz. Wraz z nim pojawiły się w szkole gazetki i książki "drugiego obiegu". A dyrektor, podsumowując praktykę, wyróżnił tego studenta dziękując mu za zainteresowanie uczniów 'językiem polskim" (gdybyż on wiedział, co było przyczyną tego zainteresowania...).Rok 80-TY obudził ostatecznie uczniów z letargu. Klasa 111 zaskoczyła wszystkich imprezą, przygotowaną samodzielnie, nie inspirowaną (wbrew przypuszczeniom Dyrekcji!) przez "Solidarność". Dnia 16 grudnia oddała mianowicie hołd "warchołom i wichrzycielom" z Gdańska i Gdyni czytając oraz konfrontując je z artykułami zamieszczonymi w prasie zachodniej (m.in. w "Le Monde").Zaciągnęła następnie wartę honorową przy plakacie zawieszonym na wprost wejścia do szkoły, a przypominającym słowami Miłosza "nie bądź bezpieczny..." - masakrę grudniową 1970 r. Ta sama klasa - w bardzo oryginalny sposób - uczciła również rocznicę Konstytucji 3 Maja. A w r. szk. 1980/81 wybierała się - pokaźną grupą przyszłych maturzystów - na Wydziale Prawa, aby wprowadzać w życie marzenie 0 "naprawie Rzeczypospolitej". Dnia 14 grudnia 1981 r. spotkaliśmy się (kilka nauczycielek i grupa uczniów tejże 1V klasy) - nielegalnie - w szkolnej harcówce. Dwa dni przed Świętami, również nielegalnie, w tym samym pomieszczeniu, łamaliśmy się opłatkiem...Wychowywani poprzez szkołę w kulcie dla Związku Radzieckiego, rewolucji w Rosji - niektórzy z naszych uczniów, parafrazując nieco słowa Mickiewicza, ,jeden taki rok mieli w życiu", raczej - w latach młodzieńczych. Noc grudniowa była dla nich szokiem. Poczuliśmy - jak nigdy dotąd - ciężar odpowiedzialności za ich losy. Przypominaliśmy 0 rozwadze. 0 sensie zdobywania wiedzy, kształcenia się - dla przyszłej, wolnej Rzeczypospolitej. Lękaliśmy się o nich, zatrzymywanych przez MO. A jednocześnie - spotykaliśmy się z naszymi uczniami na mszach św. "trzynastkach" w katedrze, w kościołach przy u1. Bujwida i Al. Pracy. Łączyły nas przekonania i pamięć krótkiego okresu wolności. Łączył bunt wobec tego, co się wydarzyło. W pierwszej połowic lat 80-tych absolwent VIII LO, Artur Bmder, ówczesny przewodniczący koła naukowego studentów historii (zmarł tragicznie będąc już asystentem), zaproponował Dyrekcji współpracę Koła ze szkołą. Wcześniej już część zajęć fakultatywnych - humanistycznych prowadziła również nasza była wychowanka, pracownik naukowy Instytutu Filologii Polskiej, dr Irena Seiffert. Ponownie więc nawiązaliśmy kontakt z Uniwersytetem Wrocławskim, ku zadowoleniu Dyrekcji. Brak negatywnych reakcji ze strony kierownictwa szkoły po prelekcjach studentów świadczył 0 dojrzałości politycznej uczniów klas 1V. Poznali oni bowiem na tych lekcjach prawdziwą historię Polski, prawdę 0 tzw. rewolucji październikowej, 0 Leninie itd. Paweł Kocięba (dziś redaktor "Gazety Wyborczej" i jego dwaj koledzy dzielili się swoją wiedzą i książkami naukowymi z młodzieżą. Dyrektor był bardzo zadowolony...Następne roczniki nie wykazywały już takiego zainteresowania polityką. Ale nie wszyscy uczniowie popadli w ,,1etarg" historyczno-polityczny. Wielu (już przy u1. Zaporoskiej) rozprowadzało podziemne gazetki, nadal trwało wypożyczanie książek "drugiego obiegu" (wymiana między kilkoma nauczycielami i wychowankami), kilku parało się publicystyką w nielegalnej prasie młodzieżowej. Rok 1982 (stan wojenny) zdezintegrował grono nauczycielskie. Już wcześniej, we wrześniu l 980 r. ujawniły się, dobitnie artykułowane, różne poglądy polityczne. Dyrektor (prawdopodobnie zgodnie z "wytycznymi") oświadczył. iż nie dopuści, by w jego szkole powstało koło NSZZ "Solidarność", organizacja partyjna surowo zabroniła swym członkom wstępowania do nowego Związku. Teraz, w lutym 1982 r., już stało się zupełnie jasne, że pozorne "porozumienie", trwające kilkanaście miesięcy, było - ze strony partyjnych - metodą na przeczekanie. A do Jedynie Słusznej Partii należała poważna część nauczycieli Studium (w Liceum - z pełnozatrudnionych - jedna osoba). Przynależność ta zwyczajnie otępiała niektórych. Dnia 2 lutego 1982 r. kilka przodujących intelektualistek - wykładowczyń SN - "odkryło całą prawdę 0 "Solidarności". Otóż dowiedziałam się 0d nich, że Komisja Zakładowa NSZZ "Solidarność" z dzielnicy Psie Pole sporządziła "czarną listę" dzieci nauczycielskich (ściśle. potomków członków partii) przeznaczonych do - zamordowania (!). Dotyczyło to dzieci powyżej 6-tego roku życia (młodsze - ułaskawiono). Zażądałam tej listy., niestety, zostawiły ją w domach...

To nie był czarny humor. Powiało grozą.

Oczywiście mentalność kilku osób, nb. wysoko cenionych przez ówczesne władze oświatowe i partyjne, nie może rzucać cienia na gros wykładowców SN równie jak ja zaszokowanych tymi "rewelacjami".

Warto również dodać, że słynna weryfikacja nauczycieli w Zespole przebiegła zdecydowanie spokojnie, poza naszymi "plecami" . Po prostu dyrektor stwierdził, iż w kierowanej przez niego placówce pracują sami odpowiedzialni ludzie. To był naprawdę ładny gest z jego strony.

Ale naprawdę swobodny oddech chwytałam wyłącznie w klasie, w zetknięciu z mądrą młodzieżą. Tym właśnie młodym, wówczas nieco zagubionym ludziom, dziś serdecznie dziękuję.

 

Próba rehabilitacji i odrodzenia VIII LO

 

W początkach 1981 r. postanowiliśmy definitywnie wyjaśnić "tajemnicę" rozwiązania "Ósemki" oraz - przynajmniej formalnie - zaistnieć na powrót wśród liceów ogólnokształcących. W spotkaniu, zorganizowanym przez szkolne koło "Solidarności", udział wzięli wszyscy członkowie Związku w Zespole, obecni i część byłych nauczycieli VIII LO, p. dyrektor, przedstawiciele Kuratorium i inspektor oświaty z naszej dzielnicy . Nie zaszczycił nas, niestety, ani towarzysz z KW (zaproszony , oczywiście), ani pomysłodawca (lub wykonawca poleceń Partii) rzekomej reorganizacji szkoły - b. kurator, M. Pulit. Na niego właśnie zaproszeni goście przerzucili całą odpowiedzialność za likwidację Liceum. W trakcie kilkugodzinnego, bardzo burzliwego, spotkania pytaliśmy o wszystkie "tajemnice poliszynela" , poczynając od pamiętnych (wyżej opisanych) wydarzeń z lat 1974 i 1975. Nasi interlokutorzy stosowali mało honorową, lecz za to typową dla mentalności ówczesnych decydentów i znaną od lat taktykę w odpowiedzi na konkretne pytania wyrażali zdziwienie i niedowierzanie (chodziło o pewne fakty). Pełną odpowiedzialnością obarczyli nieobecnego w Polsce b. kuratora. Operując danymi liczbowymi argumentowali konieczność zwiększania ilości absolwentów SN. Używali wyświechtanych sloganów, kluczyli. Zmuszeni przedstawionymi im konkretami przyznali ostatecznie, iż w "minionym okresie miały miejsce liczne nieprawidłowości" i za taką również uznają jeśli nie sam fakt, to przynajmniej sposób faktycznego zlikwidowania VIII LO. Zobowiązali się więc przeprosić, na łamach prasy wrocławskiej, obecnych i byłych nauczycieli Liceum (czego nigdy nie zrealizowali) oraz zamieścić w gazetach ogłoszenie 0 naborze do klas 1 (oczywiście, przyjmowaliśmy nowych uczniów co roku). Anons istotnie ukazał się. Tak oto, po kilku latach życia w "konspiracji", szkołę ujawniono. VIII LO powróciło też na swoje miejsce w wydanej w następnych latach nowej książce telefonicznej.

 

Ostatnie lata na Trzebnickiej

 

W latach 1983 - 85 podlegaliśmy konsekwentnie sterowanej antagonizacji. Uczniowie Liceum zajmowali rzekomo za wiele sal (przypominam: było 8 oddział6w!), "okupowali" aulę, przeszkadzali rozmowami w pracy SN. Już nie czuliśmy się nie tylko lokatorami, lecz nawet sublokatorami we własnym domu. Uciążliwych sublokator6w należy wyeksmitować. Wypada zaznaczyć, że "duch niezgody" opanował tylko niewielką grupę pedagog6w SN, ale za to - liczącą się. Nie zdziwiły i nie zaskoczyły nas więc "tajne" informacje 0 nadchodzącej eksmisji. "Dziwił się" wyłącznie naczelny dyrektor Zespołu zarzucając nam nielojalność i "szerzenie niepokoju" wymyślonymi pogłoskami. Dzieje VIII LO zaprzeczają tezie o niepowtarzalności historii. Dnia 26 marca 1986 r. zn6w gościliśmy w murach przy Trzebnickiej gości z Kuratorium i PZPR. Znów usłyszeliśmy, ilu to nauczycieli ma szerzyć socjalistyczną oświatę i takąż moralność, jak groźny - zwłaszcza dla owej moralności socjalistycznej jest niedobór sił wykwalifikowanych nauczycieli po SN. Na pytanie, dlaczego ponownie traktuje się nas jak bandę smarkaczy i znowu zaskakuje "zza węgła", po wyrażeniu ubolewania, usłyszeliśmy od p. Marca, że Kuratorium pragnęło uniknąć bezpłodnych dyskusji i "niepokoj6w", a przeprosiny (które, istotnie, pamięta) wypowiedział w "okresie chaosu i anarchii w kraju" (rok 1981). Czyli: w państwie prawa - wolno ludzi traktować jak przedmioty, znienacka przesuwane.Kolejny raz ujawniła się arogancja, pycha i fałsz. Jak r6wnież - typowo patrymonialny stosunek ojca do głupiutkich (w dodatku: nie chcianych dzieci) w wystąpieniu dyrektora, który wypomniał nam niewdzięczność za dobro, jakiego zaznaliśmy przebywając w Zespole. Dnia 27 czerwca 1986 r. pożegnaliśmy u1. Trzebnicką. Odpowiedzialni za przeprowadzkę (Kuratorium i dyrektor) - wbrew wcześniejszym zapewnieniom - niczego nie zorganizowali. Przy pomocy wojska przewozimy sami to, co nam pozwolono wziąć (!) na u1. Zaporoską. Zostawiamy dobrze wyposażone gabinety (w tym biologiczny, wych. technicznego), zostawiamy olbrzymi, cenny księgozbi6r (paki przewiezione do nowej siedziby okazały się pełne bezużytecznej makulatury z lat 50-tych i setek ksi~ek anachronicznych, nigdy nie czytanych przez młodzież). Dyrektor wyrywa z rąk dziewcząt z III klasy szkolną gablotę PO, gdyż jest ona "majątkiem Zespołu" (?).Po 38 latach w murach "naszej szkoły" zostaje spory dorobek materialny. Ale nie tylko. Zostają - nie do odtworzenia przez następne roczniki uczniów - echa dyskusji, licznych imprez, zabaw. Przerwana została tradycja. Zaczynamy, jak w 1948 r., prawie 0d "zera". Łatwiej, choć w nowych warunkach katastrofy 90spodarczej państwa to prawie niewykonalne - odbudować "zaplecze naukowe" szkoły. Zdecydowanie trudniej - jej klimat i tradycję. Gorycz eksmisji dotknęła następne roczniki uczniów (po tzw. reorganizacji w 1978 r.). Pomijam odczucia nauczycieli, KT6RYm ponownie wymierzono policzek.

 

 

4. Nowe miejsce, nowi koledzy, nowa nazwa

 

0d 1 września 1986 r. znowu tworzymy Zespół. Tym razem - ze Szkolą Podstawową nr 1 10. Dyrektoruje nam jej naczelny, wykonawca poleceń zwycięskiej jak się okazało - na krótki już czas) Sitwy Przewodniej narodu. Tupot nóżek, biegi po korytarzach, cienkie drzwi i ściany tak bardzo kontrastują z poprzednią ciszą i "dostojeństwem" starych murów. Uczniowie wyższych klas uporczywie pytali: "za co?". Nasz niepokój budził natomiast wyraźnie widoczny regres wychowanków klas 1 i 11 Liceum - ulegali oni infantylizacji, gombrowiczowskiemu "upupieniu". A my - znowu uczyliśmy się integrowania z bardzo zresztą sympatycznymi nowymi kolegami. Obie grupy żyły jednak w przeświadczeniu tymczasowości. Obie - z poczuciem niezawinionej krzywdy. Albowiem to ,,Ósemka" stała się, wbrew własnej woli, niepożądanym najeźdźcą i to ona miała odegrać rolę analogiczną do roli SN w poprzednich latach. Czerwiec 1989 r. - skądinąd pamiętny miesiąc w dziejach naszego narodu zamknął nie tylko epokę PRL-u; w tym bowiem czasie przestała istnieć SP nr 1 10, której uczniowie - wraz z częścią grona - przeszli do szkoły 1 12. Domyślaliśmy się odczuć ludzi likwidowanej szkoły, znaliśmy je wszak...

Wcześniej, w maju 1989 r., reaktywowało się szkolne koło "Solidarności" w nowym składzie. Zmiany polityczne w kraju, odzyskanie suwerenności nie ominęły i nas. W tym klimacie dyrektor czuł się niezbyt pewnie. Może pamiętał rozmowę poprzedzającą wycieczkę kl. IV do Warszawy jesienią 1986 r.? Ocenzurowawszy jej plan kilkakrotnie przypomniał wychowawczymi klasy o zakazie "odwiedzania grobów". "Żadnych grobów" powtarzał spoglądając na wyszczególnione w harmonogramie wycieczki Powązki. Oczywiście, nie tę nekropolię miał na myśli. Czy dowiedział się o "przypadkowym" spotkaniu całej grupy przy mogile ks. Jerzego Popiełuszki, o kwiatach złożonych na grobie Grzesia Przemyka? - nie wiadomo. W kwietniu 1990 r. postanowił honorowo respektować propozycję ówczesne90 ministra EN, prof. Samsonowicza, i wystąpił w czasie posiedzenia RR o votum zaufania dla siebie i v-dyr. St. Żurakowskiej. Votum tego nie otrzymał, natomiast panią Żurakowską zaufaniem obdarzyli prawie wszyscy. Ponieważ nikt z grona nie chciał podjąć się kierowania szkolą, zaczęliśmy szukać kandydata z zewnątrz. W pierwszym, ogłoszonym przez Kuratorium terminie, nie zgłosił się nikt. W drugim (wrzesień) - troje kandydujących prezentowało swoje plany rozwoju szkoły w trakcie spotkań z gronem nauczycielskim. Konkurs przeprowadzony na terenie Kuratorium, zgodnie z regulaminem, dał wynik jednoznacznie negatywny. W tej sytuacji funkcję "naczelnego" pełniła nadal p. Żurakowska. Co prawda, dyrektorem de iure został późną jesienią tego roku p. K. Slugocki, ale ze względu na jego wcześniejsze zobowiązania (wobec WSP w Opolu) de facto to ona kierowała naszą placówką przez cały rok szkolny 1990/1991.

Po uzyskaniu zgody władz oświatowych na nie przedłużanie owej funkcji 29 czerwca 1991 r. p. Żurakowska, konsekwentnie uchylająca się 0d propozycji "zalegalizowania" pełnionej przez nią faktycznie funkcji, zaproponowała kandydowanie na stanowisko dyrektora kol. M. Perkal. W efekcie głosowania 0d 1 sierpnia 1991 r. (choć oficjalnie - miesiąc p6źniej) VIII LO wkroczyło w nowy etap, trwający do dziś.

 

 

"Musisz być inna, choć będziesz ta sama"

 

W ostatnich latach w budynku przy u1. Zaporoskiej zaszły widoczne zmiany.

Poprawiły się warunki lokalowe, wzbogaciło - "zaplecze naukowe" (m.in. 0 gabinet informatyki), zakończono częściową przebudowę szkoły, aby umożliwić korzystanie z nauki młodzieży niepełnosprawnej (winda). Na tle ogólnego marazmu i "załamania rąk" można by mówić 0 małym "cudzie gospodarczym". Tylko - ponoć oficerowie armii radzieckiej słysząc o "cudzie nad Wisłą' w 1920 r. mówili: "To nie był żaden cud! Po prostu wasi żołnierze dali nam solidnie..." Tak zwane cudowne zjawiska mają na ogół swoich "architektów". Architektem i zarazem budowniczym jest, w naszym przypadku, duet kierowniczy : dyrektorka i jej zastępczyni. Jedna zajmuje się bardziej stroną materialną, druga dba o świetnie zorganizowany i bardzo ofiarnie działający sekretariat i dydaktykę. , grywa niebagatelną rolę w "szkolnej machinie". Przemiany, jakim ulegała nasza szkoła, nie zerwały jednak - w pełni - jej ciągłości. Pomógł nam - język obcy. VIII LO, tradycyjnie francuskojęzyczne, liceum również języka angielskiego, niemieckiego i rosyjskiego. W planie mamy powrót do dawnych prób zorganizowania klasy 2-języcznej, z wykładowym francuskim. Do czegoś obliguje wszak fakt naszego stowarzyszenia w UNESCO...Nawiązaliśmy - zerwane przed laty - kontakty z zagranicą. Młodzież francuska (z Bretanii i Alzacji) pojawia się regularnie w naszych murach, nasza - rewizytując ją- poznaje Francję. Tradycję tworzy się latami. Obecnie staramy się przywrócić przynajmniej pewne jej "składniki" . Dotkliwie odczuwamy jednak brak auli ze sceną, kurtyną itp. Brak dodatkowych gabinetów fizycznego i chemicznego. Zarazem wierzymy, że plany rozbudowy budynku doczekają się realizacji tak, jak ziściły się marzenia 0 komputerach, kserokopiarce i inne. VIII LO - po latach letargu - wróciło do krajobrazu miasta, pojawia się na łamach prasy wrocławskiej, TV (nie tylko jako prawie stały "symbol" majowego ubiegłorocznego strajku...). Zaistniało - oficjalnie - ponownie sytuując się w gronie dobrych (bo jeszcze nie wybitnych) szkół ogólnokształcących.

 

Opracowała :

Elżbieta Pietraszko

  

Umieścił na stronie:

Marcin Pawłowski

Sebastian Kraszewski